Thandi bijar – zimne piwo

Tego dnia prawie wszyscy mieliśmy ochotę na piwo, ale kupić ten napój w Amristadzie było niemożliwością, ale uparliśmy się i chodziliśmy od restauracji do restauracji. Wskazywano nam coraz inne miejsca, gdzie prawdopodobnie ten napój podają. W końcu dopięliśmy swego. Zimny Stront smakował mi, jak nigdy w życiu. Jednym haustem wypiłam całą butelkę.

Poczułam , że kręci mi się w głowie a nogi są dość ciężkawe. Podobne odczucie miał Jola. Byłyśmy po prostu pijane. Wzięłyśmy się pod rękę i chwiejnym szłyśmy wesołe roześmiane. Machając ręką pozdrawiałyśmy gapiących się na nas Hindusów: Hello! I tak kroczyłyśmy wśród szpaleru ciekawskich męskich hinduskich oczu ona blond ja czarna, obie wesołe, roześmiane rozdając urocze, czarujące uśmiechy i to nasze zabawne Hello! W pewnym momencie powiedziałyśmy dosyć i wsiadłyśmy do rikszy. Wtedy mój mąż przerażony zaczął truchtem biec za nami ale nie mógł nas dogonić. Wjechaliśmy w wąskie uliczki starej części miasta, a ponieważ ruch w godzinach popołudniowych jest duży utknęliśmy w rikszowym korku, dzięki czemu mąż nas dogonił, ale i tak nie mógł się do nas przecisnąć. Za to nasz przewodnik popatrzył na nas z politowaniem. Przemku, czy aż tak źle wyglądamy – zapytała Jola. Ależ skąd – odparł – wyglądacie bardzo sympatycznie, co nas jeszcze bardziej rozweseliło. Nigdy w życiu  tak bardzo mi nie smakowało piwo, jak wtedy w Amritsadzie. Przez cały miesiąc nie spotkałam w Indiach pijanego człowieka oprócz nas dwóch Polek. Hindusi musieli mieć z nas niezły ubaw.