AMRISTAR - stan Pendżab

Z Delhi do Amristaru, największego miasta Pendżabu, pojechaliśmy nocnym pociągiem, dla bezpieczeństwa konwojowanym przez wojsko. Na dworcu brud i szczury mieszkające tu całymi rodzinami. Kołysząc się na drewnianej półce hinduskiego slipingu, pod odrutowanym wentylatorami na suficie, miałam czas rozmyślać i uporządkować pierwsze wrażenia z pobytu w Indiach.

Przybysza z Europy oszałamia ogromny ruch, lewostronny oczywiście. Gnają samochody, riksze, osły rowery, piesi oraz pełne dumy i godności snują się po ulicach krowy, wchodzą pod koła samochodów, które zatrzymują się z szacunkiem. Tu krowy są u siebie, znają swoje przywileje i nie ustąpią. Przykładem tego było starcie mojego męża z pewną krową na chodniku, której nie ustąpił miejsca. Pobodła go tak, że na długo ją zapamiętał, zostawiła mu na brzuchu i piersiach głęboki ślad widoczny jeszcze długo po powrocie do Polski. Nie tylko trzeba uważać na krowy ale wszędzie należy stąpać ostrożnie, by nie nadepnąć pariasów leżących na ulicy. Ale wróćmy do krowy, dlaczego krowa w Indiach jest święta? Krowy zostały uznane za święte zwierzęta hinduizmu wiele wieków temu, by uratować je przed rzezią. Krowy i woły odgrywają bardzo ważną rolę w gospodarce wiejskiej. To one są zaprzęgane do pługa, pomagają nawadniać pola ryżowe, ciągną wozy na rynek, dają mleko. Indie mają więcej sztuk bydła (198 mln) i bawołów (77 mln) niż jakikolwiek inny kraj na świecie.

Indie to wypiekane na poczekaniu różnego rodzaju placki, to uliczni kuglarze, tresowane małpki no i stragany z tkaninami zdobionymi bogatym haftem, zawoje z tiulu lub brokatu oraz szaleństwo wisiorków, kolczyków, bransolet. Panującym kolorem jest turkus, kamień nieśmiertelności, talizman zakochanych. Hinduskie miasta są głośne i zatłoczone. Wielki tłok w mieście powiększają chodzące samopas po ulicach zwierzęta: małpy, kozy, kurczaki oraz święte krowy. Do tego zgiełku dokładają się setki krzyczących sprzedawców losów na różnego rodzaju loterie. Hałas i zanieczyszczenie powietrza zwiększają autobusy przewożące ściśniętych jak sardynki lub zwisających na zewnątrz ludzi.


Armristar było kiedyś lasem na moczarach. Kiedy je zobaczył Budda: idealne miejsce dla moich mnichów – miał powiedzieć. W Amristarze, tak jak i wszędzie, kramarze, błyskotki, dzindzibałki, ścisk, hałas, turbany skupione nad fajką. Idziemy ulicą, na której władze brytyjskie ustawiły przed laty pal do publicznej chłosty. Poddawano jej wszystkich, którzy na widok brytyjskiego oficera nie ukłonili się, nie zeszli z konia, nie uchylili parasola. Na tej ulicy tłum pobił miss Sherwood, dyrektorkę angielskiej żeńskiej szkoły. W odwecie nakazano pełzanie wszystkim hinduskim przechodniom.

Na tym placu 13 kwietnia 1919 r. (data którą pamięta każdy hindus) generał Reginald Edward Harry Dyer urządził masakrę bezbronnego tłumu demonstrantów domagających się wolności dla Indii. 400 zabitych i 2000 ciężko rannych.