Indie

Świat jest jakby mostem, możesz z niego korzystać, możesz go przejść, ale nie radzę ci na nim budować domu

Marek Twain nazwał Indie krajem, który wszyscy pragną zobaczyć, a ujrzawszy choćby przelotnie, nie oddaliby tego widoku za widok reszty świata, a ja dodałabym jeszcze: Indie to kraj przeróżnych niezapomnianych zapachów. Spotyka się ich tu wiele. Pierwszy uderza człowieka po wyjściu z lotniska. Choć przyleciałam do Delhi o północy, temperatura powietrza wynosiła 29 C. Po wyjściu z klimatyzowanej hali przylotów owiało mnie gorące powietrze o specyficznym słodkawym zapachu. Gdy taksówka wioząca nas z lotniska do hotelu dojechała do peryferii Delhi początkowy zapach przerodził się w smród, który dochodził z chodników, gdzie pokotem spali ludzie. 

 

Drugiego szoku doznałam gdy wysiadłam z taksówki w centrum starej Delhi. Tu do zapachu brudu i śmieci domieszał się zapach moczu, który towarzyszył mi przez cały czas pobytu w tej dzielnicy.

Nazajutrz odwiedzając buddyjską świątynię poznałam zapach kadzideł i kwiatów. W Puszkarze bardzo mocny zapach róż, którymi przykrywano grobowiec.

W czasie tej podróży poznałam jeszcze wiele innych zapachów: zapach indyjskiej ulicy, tak intensywny, że chyba nigdy go nie zapomnę, miejskich bazarów przepełnionych zapachem korzennych przypraw i kadzideł. Zapach złotej świątyni w Amritsarze, zapach indyjskich potraw, przydrożnych barów, gdzie na powietrzu przyrządza się różne indyjskie potrawy, pikantne, aromatyczne sosy, zapach krów i ich odchodów, zapach świń wałęsających się po ulicach miast, zapach wielbłądów, kóz, koni i słoni. 

Indie to kraj gdzie zapachy kadzideł, kwiatów, olejków eterycznych splatają się ze smrodem śmieci, odchodów i moczu nie tylko zwierzęcego ale i ludzkiego. Gdy do tych różnorodnych niezapomnianych zapachów dodamy doznania estetyczne, kulturalne, architektoniczne, wieli kunszt artystyczny i bogactwo Tadż Mahalu, złotej świątyni, czarodziejskich marmurowych świątyń Mont Abu, pałaców macharadży, islamskich meczetów oraz bardzo przyjaźnie usposobionych Hindusów, to otrzymamy niesamowitą, nigdzie indziej spotykaną dawkę wrażeń. Jednym wystarczy ona do końca życia i ożywać będzie zawsze we wspomnieniach, innych tak pobudzi, że będą tu wracać, by ponownie nasycić się tymi niezwykłymi zapachami, pooddychać indyjskim powietrzem przesyconym różnorodnością zapachów.

Indie to kraj nie tylko różnych zapachów ale różnorodności w ogóle. Widać to na każdym kroku biedę i bogactwo (w Indiach jest więcej milionerów niż w USA), piękno i brud, przemieszanie historii i tradycji z teraźniejszością. Kraj głębokich kontrastów: nowoczesne autostrady a na nich spacerujące krowy. Na ruchliwej ulicy New Delhi spotyka się wielbłądy i wozy ciągnione przez bawoły, stada kóz, wędrujące krowy, osły. Ciężarówki wymalowane ręcznie w najróżniejsze wzory i desenie, czasem opatrzone w dziwne napisy, jak np. „Buri nazar wale tera mumh kala”, co po polsku znaczy: Ty co źle na mnie patrzysz masz czarna gębę. Samochody przybrane są kadzidełkami, lampkami, przypominają nasze choinki Bożonarodzeniowe. Po ulicach mkną luksusowe, klimatyzowane autobusy o opływowych kształtach, własność biur podróży oraz autobusy miejskie i podmiejskie z siedzącymi na dachach ludźmi, riksze rowerowe i trójkółki, tangi, dwukółki zaprzężone w konie, małpy siedzące przy drodze, motocykle, skutery, na których jeżdżą cale rodziny, małe dziecko z przodu, ojciec kierujący motocyklem, za nim drugie dziecko oraz matka siedząca bokiem i czasem trzymająca na kolanach jeszcze jedno dziecko. Pojazdy nie mają świateł stopu ani kierunkowskazów, motocykliści nie używają kasków. Na drogach stoją pozostawione często nieoświetlone pojazdy. Wieczorem za miastem nie wszystkie pojazdy mają włączone światła, a te które mają oślepiają się nawzajem, bo czegoś takiego jak światła mijania nie znają, za to często mrugają światłami i do woli używają klaksonów bez potrzeby. Nie sygnalizują też zmiany pasa ruchu, mimo wszystko pojazdy poruszają się płynnie, i co najbardziej zaskakujące, stłuczki czy wypadki są tu bardzo rzadkie. Przejechałam 7000 km samochodem i nie widziałam żadnej kolizji drogowej.

Transport samochodowy jest tu olbrzymi. Nie ma drogi, na której nie spotkałoby się sznura ciężarówek. Jest tu jednak stosunkowo mało samochodów osobowych. Nie wiem jaka jest ich cena ale litr benzyny, jak również oleju oscyluje wokół 1 dolara (ceny różnicowane w poszczególnych stanach), gdy przeciętna pensja wynosi ok. 100 dolarów.

W Indiach istnieje rozbudowana sieć kolejowa. Składy pociągów są bardzo długie w porównaniu z naszymi, ale pociągi mają często kilkugodzinne opóźnienia, lecz nikogo to nie dziwi ani nie wywołuje zdenerwowania.

Idę ulicą starej Delhi. Środkiem drogi toczy się drewniana paka na kółkach, w niej inwalida, uruchamia swój pojazd, odpychając się od jezdni kamieniem. Mijam żebrzące, przeraźliwie zniekształcone dziecko i kilku starców coś mruczących pod nosem. Pod murem leży trędowaty, wszyscy odwracają oczy. Wtedy przywołuje na myśl Matkę Teresę z Kalkuty pochylającą się nad brudnymi, wynędzniałymi szkieletami. Teraz dopiero doceniam jej bohaterstwo. Kiedy ogląda się film, to mimo wszystko nie odczuwa się tego tak, jak zobaczy na własne oczy. 

Są też inne Indie - Nowe Delhi, europejska dzielnica z imperialnym blichtrem. Wyniosłe pałace, wille, ogrody, przepych drogich sklepów.