Świat jest jakby mostem, możesz z niego korzystać, możesz go przejść, ale nie radzę ci na nim budować domu

Marek Twain nazwał Indie krajem, który wszyscy pragną zobaczyć, a ujrzawszy choćby przelotnie, nie oddaliby tego widoku za widok reszty świata, a ja dodałabym jeszcze: Indie to kraj przeróżnych niezapomnianych zapachów. Spotyka się ich tu wiele. Pierwszy uderza człowieka po wyjściu z lotniska. Choć przyleciałam do Delhi o północy, temperatura powietrza wynosiła 29 C. Po wyjściu z klimatyzowanej hali przylotów owiało mnie gorące powietrze o specyficznym słodkawym zapachu. Gdy taksówka wioząca nas z lotniska do hotelu dojechała do peryferii Delhi początkowy zapach przerodził się w smród, który dochodził z chodników, gdzie pokotem spali ludzie. 

Czytaj więcej

Tego dnia prawie wszyscy mieliśmy ochotę na piwo, ale kupić ten napój w Amristadzie było niemożliwością, ale uparliśmy się i chodziliśmy od restauracji do restauracji. Wskazywano nam coraz inne miejsca, gdzie prawdopodobnie ten napój podają. W końcu dopięliśmy swego. Zimny Stront smakował mi, jak nigdy w życiu. Jednym haustem wypiłam całą butelkę.

Czytaj więcej

Hinduistyczne świątynie, bardzo często o wspaniałej, bogatej architekturze składają się z dziedzińca, przedsionka i świątyni właściwej. Wierni wchodząc uderzają w dzwon. Przyniesioną ofiarę (upaczara) – najczęściej kwiaty, kadzidła, ryż – składają na progu świątyni właściwej przed wizerunkiem lub symbolem bóstwa.

Pudża czyli nabożeństwo jest podstawowym obowiązkiem Hindusa. Powinno się je odprawiać dwa razy dziennie rano i późnym wieczorem, w domu lub w świątyni.

Czytaj więcej

Zacznę od tych najbardziej świętych czyli krów, które można spotkać wszędzie, nawet w najbardziej nie oczekiwanych miejscach jak np. na autostradzie, pasach zieleni rozdzielających kilku pasmowe jezdnie. Krowy indyjskie nie boją się wielkiego ruch miejskiego, a kierowcy nie denerwują się jak zjawiają się przed maska samochodu. lecz spokojnie je omijają.

Czytaj więcej

Z Delhi do Amristaru, największego miasta Pendżabu, pojechaliśmy nocnym pociągiem, dla bezpieczeństwa konwojowanym przez wojsko. Na dworcu brud i szczury mieszkające tu całymi rodzinami. Kołysząc się na drewnianej półce hinduskiego slipingu, pod odrutowanym wentylatorami na suficie, miałam czas rozmyślać i uporządkować pierwsze wrażenia z pobytu w Indiach.

Czytaj więcej

Tadż Mahal – ósmy cud świata, symbol wiecznej miłości i wierności,

Czytaj więcej

Na zalanym słońcem placu, na tafli olbrzymiego basenu stoi Hari Mandir – Złota Świątynia, najświętsze miejsce sikhów, cel pielgrzymek, miejsce modłów i kontemplacji. Zobaczyć ją raz w życiu jest marzeniem każdego sikha. Aby wejść na teren świątyni trzeba pozbyć się krępujących ciężarów: buty, skarpetki, bagaże trzeba zostawić w przechowalni. Bose stopy to symbol pokory ale i wolności. Także tytoniowi, narkotykom i innym truciznom wstęp surowo wzbroniony. Przed wejściem płynie strumyk wody należy przed przekroczeniem terenu świątynnego obmyć w nim stopy. Jeszcze trzeba kupić chusteczkę aby nakryć nią głowę. Przed wejściem napis: Nasz Ojciec jest jeden i wszyscy jesteśmy jego dziećmi. Człowiek staje się  człowiekiem dopiero wtedy, kiedy usilnie dąży do poznania prawdy. Staraj się ją pokochać! Nie krzywdź  i nie dręcz nikogo! Boga nie interesuje twoja kasta, lecz twoje czyny...

Czytaj więcej

W ciągu miesięcznego pobytu w Indiach poznałam prawie wszystkie środki komunikacji.

Taksówka 4-5 osobową jechałam z lotniska do centrum Delhi. Większość to bardzo stare modele samochodów. Nie płaci się za kurs kierowcy ale korporacji. Taksówki 6 osobowe to zdezelowane dżipy, do których wchodzi tyle osób ile się zmieści. My weszliśmy w 11 osób, a obok kierowcy wcisnął się jeszcze drugi. Jeden trzymał kierownicę , drugi zmieniał biegi, a obok nich siedziało jeszcze dwóch pasażerów. Szoferka nie miała szyb, co było dobre, bo inaczej udusilibyśmy się. Nogi trzymałam na kole zapasowym, które miało całkowicie zdarty bieżnik.

Czytaj więcej