Armenia – ziemia niezwykła

Zrozumieć Ormian mogą ci, którzy poznali ich ojczysty kraj. Poznanie tego skrawka ziemi, tych niesamowitych krajobrazów, zabytków kultury, jest jedynym w swoim rodzaju przeżyciem. Pozwala skonfrontować prawdę tej ziemi z jej ludźmi mieszkańcami. Kto raz stanął na tej ziemi będzie wracać do niej w myślach i wspomnieniach.

Jest to kraj niezwykły. Nie ma chyba człowieka, który odwiedziwszy Armenię nie zakochał się w niej albo przynajmniej nie pozostał obojętny. Ja zakochałam się można powiedzieć od pierwszego wejrzenia. Mój krótki, bo zaledwie tygodniowego pobytu w Armenii sprawił, że zainteresowałam się głębiej tym krajem, jego historią i kulturą.

Armenia to jedna z kolebek cywilizacji i kultury człowieka. Leży na Wyżynie Armeńskiej, którą od północnego wschodu ograniczają pasma Małego Kaukazu. Większą część Armenii stanowi wyniesiony płaskowyż poprzegradzany wysokimi górami, z których wiele jest wygasłymi wulkanami, wznoszącymi się na ponad trzy tysiące metrów n.p.m. Najwyższym szczytem jest Aragac o wysokości 4099 m n.p.m. Zrodzony ze śniegów topniejących na zboczach Aragacu górski potok może w ciągu jednego dnia, nim wpadnie do Rozdanu, napotkać po drodze wszystkie cztery pory roku, zimę, wiosnę, lato i jesień.

W Armenii dominuje kamienny, prawie bezludny krajobraz, który urozmaicają liczne wodospady i jeziora. Największe z ponad stu jezior to Sewan, zajmuje 5 % powierzchni kraju i nazywane jest morzem Armenii. Niektóre regiony Armenii, zwłaszcza dolina Araksu są niezwykle urokliwe i urodzajne, lecz wiele górskich obszarów jest bezludna, jeśli nie liczyć pasterzy wędrujących z stadami w poszukiwaniu pastwisk.

Historyczna Armenia to rozległy obszar zajmujący tereny należące dziś nie tylko do Armenii, ale także do Turcji, Gruzji, Azerbejdżanu. Współczesna Armenia obszarowo jest odpowiada jednej dziesiątej powierzchni Polski. Legendy podają, że obszar Armenii to biblijny raj. Ale życie na tej ziemi było zaiste piekielne z powodu swego geograficznego położenia między starożytnymi mocarstwami Wschodu i Zachodu, na linii ścierania się interesów wielkich mocarstw.

Armenia to donkiszot narodów. Jej dzieje są szeregiem powstań i zmartwychwstań. Ten kraj podobnie jak legendarny bóg Wahagan zrodził się z ognia, z płomienia. Przez wieki dotykały go wojny, najazdy, grabieże, pożary, trzęsienia ziemi. Przez większą część swych dziejów znajdowała się pod okupacją. Przeżyła najazdy ze strony Rzymian, Persów, Arabów, Seldżuków, Mongołów, Osmanów.

Historia Armenii rozpoczęła się bardzo wcześnie. Już VII w. przed Chr. obszar ten zamieszkiwało wiele narodów, wśród nich Ormianie, stanowiący szczep frygijski wywodzący się z Tessalii i Macedonii. W krótkim czasie przeważała grupa etniczna Hajów. Ich dominacja trwała sześć stuleci (200 r. przed Chr do 400 r. po Chr). Pod władzą Hajów Armenia była państwem podległym Persji, a następnie hołdownikiem i sojusznikiem cesarstwa rzymskiego. Hajowie dominowali nie tylko politycznie, lecz także kulturowo i językowo wśród pozostałych grup etnicznych. Język nazywany „hajaren” jest do dziś żywym językiem, którym posługują się Ormianie.

Mimo że wiele dziedzin ormiańskiego życia rodzinnego uległo wpływom zachodnim, nadal przestrzega się licznych tradycji narodowych. Obserwuje się zainteresowanie strojami, tańcami i wierzeniami ludowymi. Ślubom towarzyszą malownicze obrzędy. W czasie świat chłopi pędzą owieczki do Eczmiadzynu, zarzynają je w symbolicznej ofierze Kościołowi, potem opodal katedry ucztują pod gołym niebem. Ludność w dalszym ciągu obchodzi święta i przestrzega obrzędów pogańskich i chrześcijańskich, które często dawno zatraciły swą pierwotną wymowę religijną. Jednym z takich obrzędów jest Trindez. Młodzi ludzie z pochodniami w ręku śpiewają pieśni, rozpalają ogniska, potem skaczą przez ogień, aby się „oczyścić” w płomieniach. Na początku sierpnia obchodzi się święto Wardawar, czyli ofiarowania róż. Tego dnia każdy może zostać pokropiony wodą i nikt się nie obraża. Później odbywają się zabawy ludowe zawody sportowe, konkursy śpiewacze ballad i dowcipnych przyśpiewek-zagadek.

Fenomen Armenii polega na tym, że w ciągu stuleci nastąpiło niemal pełne stopienie się tożsamości narodowej i religijnej Ormian. Historycy nie mają wątpliwości, że to, że naród przetrwał tyle wieków pod okupacją obcych sił, zawdzięcza wierności chrześcijaństwu. Niepodległością Armenia cieszyła bardzo krótko tylko od`1918 do 1921 r.

25 kwietnia 2015 r. Armenia obchodziła 100 rocznicę rzezi Ormian, pierwszego ludobójstwa XX wieku. Na wiosnę 1915 r. przywódcy młodoturków zaplanowali i z zimną krwią dokonali masowego przesiedlenia i fizycznej eksterminacji zachodnich Ormian. Wysiedlili i wymordowali ok. dwóch milionów Ormian. Zrobili to z niezwykłym okrucieństwem. „Ręcznie” rozbijano kamieniami czaszki wielu ormiańskim pisarzom, uczonym, kompozytorom… Oprawcy zadbali także o to, żeby świat się o ich zbrodni nie dowiedział. Ludobójstwo w 1915 r. było dla Ormian przeżyciem traumatycznym.

Na to, by ten maleńki kraj mógł prowadzić niezależną politykę nie ma najmniejszych szans. Ormianie już dawno powinni zrezygnować z walki, poddać się, i tu tkwi klucz do zrozumienia istoty tego upartego, niezwyciężonego narodu, którego wkład w cywilizację ogólnoludzką nie jest proporcjonalny do jego nikłej liczebności. Tutejszą ziemię zraszały albo słone łzy albo krew, która barwiła ją na burobrunatno. Mężczyźni ginęli na polu walki, kobiety pędzono jako branki, starców i dzieci mordowano. Tutejszy lud stale bił się, cierpiał, kochał i marzył o pokoju i wolności.

Cała Armenia to muzeum pod gołym niebem, kraj przesiąknięty krwią. Już przed trzystoma, czterdziestoma wiekami wznoszono warownie, siano pszenicę i hodowano winorośl, kopano kanały, które nawadniały pola. Najeźdźcy stale niszczyli to co naród wznosił.